Adwent

No, Kochani, musimy porozmawiać poważnie! Nie to, że do tej pory nie było poważnie, ale teraz chodzi o ważne rzeczy. O Boże Narodzenie. Albo będzie w tym roku, albo go nie będzie. Naprawdę! A wszystko zależy od tego, czy przeżyjemy Adwent. Nie w sensie przetrwania, dożycia jego końca, nie mam żadnych danych co do jakiegoś końca świata, czy innego kataklizmu. Chodzi o autentyczne przeżycie, „przerobienie”, wzięcie sobie do serca tego czasu, jego tajemnicy, uroku i jego wysiłku. Nie oszukujmy się – bez prawdziwego adwentu nie ma prawdziwego Bożego Narodzenia. Nie ma święta. Można udawać, że jest, nawet złożyć sobie życzonka, podzielić się opłateczkiem, wzruszyć się nieco, ale prawdziwego Święta w sercu nie będzie. Najwyżej jakiś Holiday, albo – gorzej jeszcze – Season po prostu, ten od Season’s Greetings… „Coś”, wolne od pracy. I udekorowane inaczej niż w ciągu roku.

Adwent tymczasem to czas przygotowania serca. Wysprzątania serca. Wyprostowania ścieżek. Radosnego oczekiwania. Pamiętamy te określenia, towarzyszą nam co roku i chyba od zawsze. Ale czy wiemy co to znaczy? Czy tłumaczymy to sobie na codzienność, przekładamy na wysiłek wzbudzenia tęsknoty za tym, co święte, inne niż owa codzienność. Piękniejsze niż praca, nawet niż chleb. To przecież ważne, żeby czasem zdobyć się na spojrzenie wyżej i dalej, spojrzenie poza, ponad, w głąb .

Adwent to również próba poukładania siebie. Bez naiwności, że już od teraz naprawdę wszystko będzie dobrze, że jak już postanawiam być święty, to tak zostanie. Przecież dom sprzątamy też często, choć wiemy, że i tak śmieci i kurzu znów się uzbiera co nie miara… W takim sprzątaniu liczy się systematyczność, wtedy nawet drobne poczynania mają sens i do czegoś prowadzą. Pamiętam, że kiedyś w Rzymie dziewczyna, która sprzątała ogromny dom, opowiadała mi o swojej pracy. Mówiła, że kiedy pilnuje wszystkiego systematycznie, nie ma problemu z porządkiem. Jednak kiedy zdarzy się jej opuścić kilka dni pracy, to nadrobić zaległości jest tak bardzo trudno, że wszystko zaczyna zarastać brudem błyskawicznie. I z sercem człowieka jest podobnie, po to mamy takie okresy w roku liturgicznym jak Adwent, czy Wielki Post, żeby zajrzeć do siebie uważniej i zobaczyć, kto tam we mnie tak naprawdę siedzi. Mogą w tym pomóc rekolekcje, a choć rozpoczniemy je dopiero za tydzień, już teraz może warto pomyśleć i wygospodarować od przyszłej niedzieli do środy trochę czasu, żeby się w nich jakoś odnaleźć. Jak Ty nie przyjdziesz, to kto w tym kościele ma siedzieć? Proboszcz z wikarymi? Smutno będzie wyglądało…

Coś trzeba zrobić. Adwent to przecież przypomnienie sobie, że Bóg stał się człowiekiem i my mamy zrobić dokładnie to samo. Stać się Człowiekiem. Przez duże „Cy”, że tak się wyrażę.