Kochany Ojcze Konradzie!

Właściwie jeszcze nie napisałem do Ciebie nigdy listu, chociaż znamy się już ładnych kilka, a nawet kilkanaście lat. I na dodatek nie mam nic na swoje usprawiedliwienie… Ponieważ jednak teraz Pan Bóg pozwolił mi pracować przy Twoim boku, ośmielam się skreślić tych kilka słów, tym bardziej, że okazja jest ku temu wyśmienita – świętujesz swoje 93. urodziny!

Kiedy ta nasza współpraca się zaczynała, opowiadałem w czasie ogłoszeń duszpasterskich, że tak naprawdę to Ty jesteś tutaj Szefem, Proboszczem, a ja będę tylko w Twoim imieniu różnych drobniejszych spraw pilnował – nawet wtedy nie wiedziałem, ile w tym prawdy. Tyle mądrości można w Tobie znaleźć, tyle podpowiadasz nam, młodszym (trochę) od siebie, i tyle nas uczysz! Słowami, opowieściami, ale przede wszystkim swoim przykładem. To wielki przywilej mieszkać z Tobą pod jednym dachem i móc cieszyć się Tobą każdego dnia.

Nie tylko ja sam, ale wszyscy, z kim się tylko nie porozmawia, podziwiamy Cię za to, że nie pokazujesz, jak trudno jest dźwigać brzemię tak wielu lat życia. Nawet niektórym się wydaje, że musisz być o jakieś trzydzieści lat młodszy, niż mówią dokumenty! To chyba dlatego, że zawsze, kiedy się pojawiasz, wnosisz swój spokój serca, radość życia, optymizm i jednocześnie właśnię tę Twoją życiową mądrość, której nam tak często jeszcze brakuje. Tak mi się co roku podoba, kiedy witasz polskich księży przyjeżdżających na opłatek do naszej parafii, elegancko ubrany w garnitur, płaszcz i kapelusz, i pytasz ich ile mają lat. Nawet jak ktoś odpowiada, że osiemdziesiąt kilka, to uśmiechasz się i mówisz: „O, toś jeszcze młody…”

Dziękujemy Ci za każdą chwilę wśród nas. Za każdą Mszę świętą, każdą chwilę w konfesjonale, za Twoje kazania i rozmowy w domu. Dziękujemy Ci za przygotowane świeczki i poukładane śpiewniki. Za wszystkie podokręcane śrubki, każdą załataną dziurę w asfalcie. Dziękuję Ci nawet za Twoją poranną gimnastykę, przez nią także zawsze będziesz dla wielu z nas niedościgłym wzorem. I za to, że jeszcze na chwilę chwyciłeś skrzypce, kiedy Ci się w nocy przyśniło, że razem koncertujemy…

Żyj nam, Ojcze Konradzie, nie sto, ale dwieście lat! Niech dobry Pan Bóg daje Ci jak najwięcej sił – i niech On sam będzie Twoją nagrodą! Szczęść Boże!

ks. Sławek

i wszyscy Parafianie